Piękno klimatycznej relacji

To co stanowi jedną z największych pozytywnych cech w klimacie to niesamowita otwartość na wielu poziomach na drugą osobę w relacji. Zwykle w waniliowym czy standardowym związku są jakieś niewypowiedziane granice, tematy tabu, niepewność co do reakcji partnera na zwerbalizowane fantazje czy potrzeby. Wstyd towarzyszący temu co ma się w wyobrażeniach mimo chęci przeżycia tego. Większy lub mniejszy dystans mentalny w obawie przed zranieniem czy wyśmianiem. To wszystko zwykle ciąży i nie pozwala rozwinąć skrzydeł w seksualnej swobodzie i samorealizacji.

W klimacie piękne jest to, że przy odpowiedniej osobie znikają wszystkie obawy czy niepewność. Jest akceptacja perwersji, radość płynąca z wyuzdania, swoboda w przeżywaniu i doświadczaniu swoich fantazji. Przy bardzo dużym zaufaniu ma miejsce brak ograniczeń czy wstydu wynikającego ze swojej fizjologii, przeżywania, reagowania czy otwierania się na potrzeby drugiej strony. Ma miejsce swoboda wyrażania się i uwolnienia z więzów poprawności czy konwenansów. Świadomość tego, że można porozmawiać o swoich kinky fantazjach, o skrywanych do tej pory silnych perwersjach i nie napotka się w odpowiedzi niezrozumienia czy krytyki, ale akceptację i chęć realizacji czy choćby spróbowania tego. To niezwykle pozytywnie wpływa na dalszą otwartość, wzmacnia pewność siebie i reakcji drugiej strony, zwiększa bliskość, pogłębia więź i zaufanie. A jeżeli jeszcze obie strony mają podobne granice w seksualnych praktykach, oboje są otwarci na eksperymentowanie i przeżywanie, doświadczanie to limit zagłębienia się w seksualność jest bardzo daleko.

Wyobrażacie sobie sytuację, gdzie jesteście świadomi tego, że każda fantazja jaka chodzi wam po głowie czy pragnienie co chcecie doświadczyć w danej chwili jest na wyciągnięcie ręki. Gdzie wystarczy albo wydać polecenie jako Dominujący albo poprosić jako uległa bez obaw, bez wstydu i po prostu to przeżyć. Gdzie nie ma w głowie pytań „czy można, czy wypada, a co sobie pomyśli, a może przeginam” itp. Tu jest ukryte piękno klimatycznej relacji – w wolności samorealizacji swojej erotycznej strony. Jeżeli jest się dobrze dobranym i dopasowanym to jest praktycznie ogromna wolność bez względu na preferencje, doświadczenie czy rzeczy, jakie chce się spróbować. Do tego możliwość rozmowy o tym co nas kręci, co na nas mocno działa, co nam chodzi po głowie i co zawsze chcieliśmy przeżyć, ale brakowało odwagi czy odpowiedniej osoby do tego.

Wiązanie, unieruchamianie, branie bez pytania, korzystanie i używanie jak swojej własności czy erotycznej zabawki, intensywne i perwersyjne pieszczoty oralne w obie strony, klapsy, ciągnięcie za włosy, polecenia, przyjmowanie pozycji, podduszanie, zabawki i gadżety, miejsca publiczne, ostre i wulgarne słowa mające podniecić, mniejszy lub większy ból by wzmocnić pożądanie – to tylko niewielki wycinek z praktyk i przyjemności będący dostępny w relacji czy związku bdsm. A do tego to wszystko naturalne, oczywiste i wpisane w DNA klimatycznych osób.

9 Komentarze

  1. Super że wreszcie nowy post…

    „W klimacie piękne jest to, że przy odpowiedniej osobie znikają wszystkie obawy czy niepewność. Jest akceptacja perwersji, radość płynąca z wyuzdania, swoboda w przeżywaniu i doświadczaniu swoich fantazji.”

    Ładnie napisane…

    „Tu jest ukryte piękno klimatycznej relacji – w wolności samorealizacji swojej erotycznej strony. Jeżeli jest się dobrze dobranym i dopasowanym to jest praktycznie ogromna wolność bez względu na preferencje, doświadczenie czy rzeczy, jakie chce się spróbować.”

    Słodkie, dokładnie tak ! Dopasowanie jest cholernie ważne, bo wtedy tyle dzieje się i jest naturalne, czyli najlepsze, nie wymuszone, ituicyjne wręcz…zresztą wtedy preferencje są podobne ! ( Zwykle przyciągałem partnerki które były dopasowane choć trochę, nie mieszałem mojej energii z przypadkowymi.)

    Ja do tego podchodzę trochę metafizycznie tzn można zobaczyć karmiczne kwestie w relacjach, związkach, ( to jest ten poziom ukryty, a dla podświadomości oczywisty i świadome dziewczyny i kobiety także to czują…)

    A dopasowanie, jak już ktoś tu kiedyś wspominał w komentarzu, można sprawdzić np astrologicznie .

    alan.raymonde onet.pl

  2. Zwykle nie udzielam się w komentarzach, ale bardzo chciałabym podziękować za ten blog 🙂
    Był dla mnie początkiem w BDSMowym świecie. Ukazał klimat zupełnie w innym świetle. Uświadomił, że to co czuję nie jest nienormalane i pozwolił zaakceptować siebie 🙂
    Poznałam też tutaj na czacie Pana Wiktora, który powoli wprowadził mnie w ten świat (jestem mu za to ogromnie wdzięczna).
    Dzięki temu w końcu poznałam Pana, który później stał się moim mężem 🙂
    Wielu po drodze próbowało mi wmówić, że nie zdołam połączyć BDSM z prawdziwym życiem, ale się udało!
    Dziękuję i życzę wszystkim, żeby spełnili swoje marzenia jak ja 😉

  3. PS Bardzo ciekawa książka, ta niemiecka pisarka już w latach 50tych zdemaskowała bardzo celnie radykalny feminizm !
    Temat masochizmu jasne niszowy, ale bardzo inteligentne i uniwersalne przemyślenia,
    nawet cytat z francuskiej feministki Simone de Beauvoir ( Partnerka Sartre, zdaje się ) tu pasuje :

    Simone De B.nie ogranicza swojej tezy jedynie do
    kobiet o masochistycznych skłonnościach.
    W dobrowolnej uległości
    wolnej kobiety dostrzega poważne możliwości rozwoju, wzbogacenia jej
    seksualności i bogactwa uczuciowego :

    „W końcu kiedyś sprzykrzy się ciągłe przywdziewanie tej samej
    skóry. Ślepe posłuszeństwo jest jedyną możliwością radykalnej zmiany
    daną istocie ludzkiej.
    Kobieta staje się niewolnicą, królową, kwiatem,
    sarną, służącą, kurtyzaną, muzą, matką, siostrą, dzieckiem – w zależności
    od zmieniających się pragnień i zmuszających ją do tego rozkazów
    ukochanego”.

    Aline-Sina Geibler – „Czekając na miłość”

  4. Hej
    Cieszę się, że Ci się udało i życzę udanego klimatycznego małżeństwa.
    Ja na ten blog trafiłam przypadkiem i też jestem bardzo szczęśliwa że ten blog istnieje.Ja byłam długo w normalnym małżeństwie, gdzie niestety byłam (musiałam być) stroną dominującą i to nie tylko w łóżku.Czułam się okrutnie źle i nie byłam szczęśliwa. Ciągle czegoś mi brakowało, oglądanie po kryjomu zdjęć, filmów typu sub/dom wywoływały u mnie emocje, których nigdy normalnie nie czułam.To było piękne ale też doprowadzało mnie do wstydu…i ta myśl,czy ja jestem zboczona, nienormalna…ech…

  5. Więc i ja trafiłam na ten blog. Mądry Panie, masz bardzo ciekawe wpisy, raptem przeczytałam kilka, ale dają dużo do myślenia. Cieszę się, że tu trafiłam, sądzę, że dużo stąd wyniosę.
    Również podoba mi się to, co napisałeś w tym wpisie.

    „W klimacie piękne jest to, że przy odpowiedniej osobie znikają wszystkie obawy czy niepewność. Jest akceptacja perwersji, radość płynąca z wyuzdania, swoboda w przeżywaniu i doświadczaniu swoich fantazji.”

    Sama w tym prawda.
    Całe życie żyłam w waniliowych związkach. Ale to nie tak, że ukrywałam swoje pragnienia przed partnerami, mówiłam im, co mnie kręci (nie wszystko, żeby ich nie wystraszyć, ale sporą część) i oni zazwyczaj próbowali jakoś temu sprostać. Jednak związki i tak się rozpadały. Z czasem wręcz zauważyłam, że na rękę mi, żeby ewentualny przyszły partner miał niskie libido, żebym nie musiała się tyle męczyć. Z perspektywy czasu widzę, jakie to chore myślenie. Kilka miesięcy temu, gdy kolejny związek szlag trafił, stwierdziłam, że to jest ten moment, żeby wreszcie spróbować znaleźć prawdziwego dominującego partnera. Po raz pierwszy szukałam mężczyzny kierując się głównie seksem, a dokładnie preferencjami BDSM. I znalazłam Go. Znamy się zaledwie kilka tygodni i nie wiem, czy coś z tego wyjdzie, ale… nigdy z żadnym mężczyzną nie czułam się tak… naturalnie i swobodnie. Początkowy wstyd zniknął bardzo szybko. Gdy zobaczyłam, że moje pragnienia są dla Niego zwyczajne i wręcz oczekiwane, poczułam się tak dobrze. Było to naprawdę wyzwalające. Jedyne, co mnie martwi, to, że mimo bliskości cielesnej, jest On do mnie zdystansowany, a przynajmniej ja Go tak odbieram. Czasem mam wrażenie, jakby wcale mnie nie potrzebował. Dotąd nie obcowałam z takimi mężczyznami, to raczej oni ganiali za mną niż ja za nimi, a tutaj jest odwrotnie. Ale z tego, co tu wyczytałam, niektórzy dominujący są zimni, więc może On taki po prostu jest. Albo może potrzeba czasu na to, aby się otworzył. Poczekam. Albo ja Go zacznę lepiej rozumieć. Ale nawet jeśli to nie wyjdzie, to wiem, że będzie mi bardzo ciężko wrócić do waniliowego związku.

    Zabieram się za zaległe wpisy i czekam z niecierpliwością na nowe.
    Pozdrawiam serdecznie.

  6. Witam. Dawno mnie tutaj nie było ale dzisiaj chcę się podzielić na temat wpisu na ten temat ,, piękno klimatycznej relacji ” byłam w kilku związkach i zawszę szukałam tego czegoś gdy szczerze mówiłam czego oczekuje od partnera i jak mój związek powinien wyglądać w 90% było podobnie większości partnerów rozumiało moje potrzeby wyłącznie pod względem seksualnym i fizycznym. Chce się podzielić z każda uległą że warto szukać tego jedynego dominującego co w końcu spełni nasze oczekiwania bo życie jest pełne niespodzianek tak jak w moim przypadku po kilku latach rozczarowań od tygodnia jestem żoną wspaniałego człowieka który jest dominujący spełnia moje oczekiwania zarówno w sferze psychicznej jak i erotycznej . Nie jest łatwo znaleźć razem tych kilka cech ale chce podkreślić ważna rzecz że nie warto szukać na siłę szczęścia aby tylko z kimś być tylko od odnaleźć szczęście by być w pełni tą drugą połówką życie z czasem na przyniesie niespodziankę gdy wiemy czego od życia chcemy

  7. Czytam… czytam i głowa mi się paruje!

    Całe życie wyobrażałam sobie relacje właśnie tak, jak ją opisujesz. Swoboda, brak granic, otwartość, zaufanie. U mnie owa uległość, dostępność dla swojego mężczyzny mogłaby się w pełni przejawiać jako konsekwencja wzajemnego zaufania. Nie na odwrót.. nie pomyślałam nigdy, żeby iść drogą BDSM, aby mieć takie podejście do relacji, bliskości, intymności.

    Pozwolę sobie podzielić się z wami moją historią, bo dzięki temu o czym tutaj piszecie i czym się dzielicie, sama próbuję określić czego TERAZ potrzebuję i jak ukształtowało mnie do tej pory życie..

    Jestem sapio i demiseksualna, totalnie „waniliowa” .. przez lata, „byłam” uzdrowicielką, sensualną taoistką, masażystką, tantryczką.. która, pragnie doświadczać seksualnej ekstazy dzięki wysublimowaniu energii, poruszaniu się po światach subtelności, łagodności, świadomości energii.. rozkoszy ciała przez jego ekstatyczne rozpuszczenie.

    Jestem też wojowniczką, która jako dziecko doświadczała przemocy fizycznej od ojca, jak i 4 starszych braci i molestowania przez dziadka alkoholika. Generalnie dda i ddd.
    Nigdy nie szukałam przemocowego partnera, gardziłam takim przejawem bezsilności, którego doświadczałam w dzieciństwie. I ból w intymności absolutnie nie jest tym czego potrzebowałam.

    Wybierałam mężczyzn którzy byli bardziej w żeńskiej energii czy można powiedzieć byli „uległymi” – ja dominowałam ich poprzez dyscyplinę psychiczną, wpływając na ich obszary życia takie jak odżywanie, praca, poglądy, samorozwój.. potrafiłam zmienić czyjeś życie o 180 stopni z dnia na dzień. Byłam mentorką, nauczycielką.. oh i wiele różnych innych ról. Nigdy nie nazywałam siebie „dominującą”, ale stwierdzali tak wszyscy, którzy z boku widzieli dynamikę moich związków. Po kilka związkach stwierdziłam, że brakuje mi w tych mężczyznach sięgania do mocnej, stanowczej męskiej energii, i że ja teraz potrzebuję się komuś poddać. Niech teraz mężczyzna będzie dla mnie inspiracją, niech on mnie czegoś nauczy.. coś pokaże, coś wniesie do mojego życia. I w tym miejscu, mogłabym powiedzieć, że narodziła się we mnie gotowość do bycia „uległą”, zaufania, poddania się mężczyźnie, tylko po warunkiem emocjonalnego-psychicznego-duchowego partnerstwa, i życiowego pragmatyzmu i jego świadomego zarządzania swoim popędem i pierwotnymi emocjami.

    Rok temu poznałam faceta z „klimatu”, wspomniał trochę o swoich doświadczeniach, wydały mi się dziwne, do wczoraj nie miałam pojęcia o co chodzi w bdsm. Poczułam.. hm dziwne, jego historie bardziej przypominają chęć i faktyczne znęcanie się nad kobietami w wyniku wczesnego odrzucenia i rozczarowania. Nie jestem pewna czy chce w to wchodzić… pojawiła się przemoc psychiczna, poczułam się jakbym znowu była bezsilnym dzieckiem, sterroryzowana skrajnymi reakcjami i brutalnym słowem. (co nigdy w żadnym wcześniejszym związku nie miało miejsca). Po moich doświadczeniach z dzieciństwa włączyła mi się retraumatyzacja.

    Po tym co przeczytałam dziś i wczoraj, dla niektórych „uległych” i w tym klimacie, takie zachowania są wręcz pożądane. Ja nie byłam na to gotowa, nie wiedziałam, o co tu chodzi, czy to jest jakaś gra czy może choroba?

    Międzyczasie, on wyznał że chciałby mi się poddać… ale nie weszłam w to. Bałam się. Bałam się, że będzie chciał mi oddać. Przecież ma doświadczenie w „biciu” kobiet. Rozstaliśmy się tydzień temu, i dopiero teraz ja poczułam, że chcę i jestem gotowa go zdominować. Czuję, że może to na mnie podziałać terapeutycznie, jednocześnie nie mam pojęcia jak to zrobić w sferze seksualnej. Sprawianie komuś bólu fizycznego nie kojarzy mi dobrze.. ale.. skoro jest chętny i ma taką potrzebę (bycia ukaranym) to skorzystam z szansy na uwolnienie mojego rozczarowania i wk**** na mężczyzn, którzy mnie przekroczyli.

    Jednocześnie sprawdzę czy moja dominująca część, która przejawia się w innych sferach życia może z pozytywnym skutkiem zostać wykorzystana w tej. Czuję, że aby móc się w pełni oddać, muszę wcześniej w pełni zdominować… w bezpiecznych warunkach.

    Czy możecie proszę polecić mi jakieś osoby – kobiety – książki, które mnie pokierują? Bądź Ty MP, albo może są tu mężczyźni, którzy są uległymi i chcielibyście mi coś podpowiedzieć?
    Inaczej jest kiedy robi się to „nieświadomie” – dominuje, a inaczej kiedy trzeba ubrać to w realne, zdrowe ramy. Z góry dziękuję za pomoc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.