<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Pan psychopata &#8211; Mądry Pan &#8211; blog bdsm</title>
	<atom:link href="http://madrypan.pl/tag/pan-psychopata/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://madrypan.pl</link>
	<description>Uległość... Posłuszeństwo... Więź...</description>
	<lastBuildDate>Wed, 17 Jan 2018 07:38:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>http://madrypan.pl/wp-content/uploads/2017/12/cropped-cropped-cropped-2-1-32x32.jpg</url>
	<title>Pan psychopata &#8211; Mądry Pan &#8211; blog bdsm</title>
	<link>http://madrypan.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Dominujący psychopata</title>
		<link>http://madrypan.pl/dominujacy-psychopata/</link>
					<comments>http://madrypan.pl/dominujacy-psychopata/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Madry_Pan]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 17 Jan 2018 07:38:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[dominujący psychopata]]></category>
		<category><![CDATA[niezrównoważony dominujący]]></category>
		<category><![CDATA[niezrównoważony Pan]]></category>
		<category><![CDATA[osobnik psychicznie niezrównoważony w bdsm]]></category>
		<category><![CDATA[Pan psychopata]]></category>
		<category><![CDATA[psychopaci w bdsm]]></category>
		<category><![CDATA[psychopaci w klimacie]]></category>
		<category><![CDATA[psychopata bdsm]]></category>
		<category><![CDATA[socjopaci w bdsm]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wordpress1924318.home.pl/autoinstalator/wordpressplus/?p=1097</guid>

					<description><![CDATA[Ten wpis będzie autentyczną relacją uległej kobiety, która podczas poszukiwań dominującego mężczyzny trafiła na jeden z najgorszych przypadków, jakie mogła spotkać. To jej słowa, jej emocje, jej doświadczenia. Ta lektura powinna być obowiązkowa dla wszystkich uległych jako przestroga, by szukając odpowiedniego Pana były bardzo ostrożne i słuchały swojej intuicji zamiast <a class="mh-excerpt-more" href="http://madrypan.pl/dominujacy-psychopata/" title="Dominujący psychopata">[...]</a>]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Ten wpis będzie autentyczną relacją uległej kobiety, która podczas poszukiwań dominującego mężczyzny trafiła na jeden z najgorszych przypadków, jakie mogła spotkać. To jej słowa, jej emocje, jej doświadczenia. Ta lektura powinna być obowiązkowa dla wszystkich uległych jako przestroga, by szukając odpowiedniego Pana były bardzo ostrożne i słuchały swojej intuicji zamiast ślepo wierzyć słowom i zapewnieniom Dominującego.</p>
<p style="text-align: justify;">Poznałam go na bdsm.pl i zaczęło się od skype. Mieszkał (na szczęście) daleko. Nic jednak nie wzbudziło moich podejrzeń, nic kompletnie nie wskazywało na to co miało się wydarzyć, mimo, że podświadomość podpowiadała mi, że coś jest nie tak. Jednak ponieważ nie potrafiłam zdefiniować co, to zignorowałam ostrzeżenia. Rozmawialiśmy godzinami i nie tylko rozmawialiśmy. Zdobył moje zaufanie, opowiadał mi o tym jak jego poprzednia su założyła mu sprawę w sądzie o nękanie, stalking czy coś tam a jej przyjaciółka (z którą też sypiał) założyła mu sprawę o to, że chciał się jej włamać na maila. Przedstawił wszystko tak, że uwierzyłam, iż jest niewinny a kobieta chciała się na nim zemścić, bo wyszło na jaw, że zdradza męża. OCHHH… JAKA JA BYŁAM GŁUPIA!!! Nie rozumiem kompletnie, dlaczego wcześniej wykazywałam się takim rozsądkiem, a tu nagle jakby mi rozum ktoś wyłączył. No zero logicznego myślenia, zero ostrożności, czysta głupota! Jak o tym dzisiaj myślę to jestem na siebie taka ZŁA! Otwierałam się przed nim jak książka, zwierzałam, opowiadałam o sobie. Zostałam jego „su” i oddałam się mu kompletnie, poświęcając każdą wolną chwilę. Jego głos przez telefon wprowadzał mnie w dziwny, jednak cudowny trans. Wykonywałam posłusznie każde jego najdziwniejsze polecenie, zaskakiwałam go swoją kreatywnością. Miał wieloletnie doświadczenie w BDSM, jednak powiedziałam mu, że będę jego najlepszą su jaką kiedykolwiek miał, mimo iż byłam kompletną świeżynką. I tak też było. Spodobało mi się bardzo jedno jego stwierdzenie: &#8222;Kobietę uległą trzeba szanować podwójnie, ponieważ oddaje Ci nie tylko ciało, ale także duszę i całą siebie&#8221;. Pewnego dnia zaproponował, że do mnie przyjedzie. Ucieszyłam się bardzo i zgodziłam się. W końcu był moim „Panem”. Spędziliśmy razem dwa dni i szczere mówiąc, byłam trochę rozczarowana. Nie tyle relacją co jego osobą. Miał pewne cechy, które bardzo mnie drażniły i zniechęcały. On był zachwycony moją osobą i przyznał, że miałam racje, że jestem najlepszą uległą jaką miał do tej pory. Mało tego, powiedział, że jestem uległą z jego marzeń. To było miłe. Na drugi dzień dostałam okres, co trochę potęgowało moje rozdrażnienie. Chciałam, żeby sobie poszedł, chciałam zostać sama i po prostu poleżeć na kanapie. Oczywiście nie powiedziałam mu tego, bo i tak miał tego dnia jechać. Pożegnałam go jednak chłodno co oczywiście zauważył. Przeprosiłam za moje zachowanie i tłumaczyłam się okresem, jednak kara mnie nie ominęła, co mi się nie spodobało, ponieważ kobieta ma prawo do „tych dni” i „mądry Pan” powinien to zrozumieć. Nerwy mi jednak opadły i dalej kontynuowaliśmy znajomość. Kolejna rzecz jaka mi się nie podobała to fakt, że był bardzo zazdrosny i zaborczy. Jestem osobą z natury wesołą i towarzyską. Od kiedy się poznaliśmy odcięłam się od ludzi. Kiedy pewnego dnia poszłam na spotkanie ze znajomym (którego znam od lat) bo pokłócił się ze swoją kobietą i chciał pogadać. Oczywiście nie uniknęłam z tego powodu sceny. Rozmawialiśmy o tym długo i wytłumaczyłam mu, że nie podoba mi się to. Mogę być jego su i będę mu wierna, ale mam też swoje życie, swoich znajomych i musi to zaakceptować. Tłumaczyłam również, że gdyby mieszkał bliżej to chodziłabym z nim na różne spotkania itd. Opowiedziałam również o związku, w którym mój mężczyzna był bardzo zazdrosny i dla niego zrezygnowałam z własnego życia oraz znajomych i o tym, że nie chcę powtarzać tego błędu ponownie. Wydawało mi się, że moje słowa do niego dotarły, bo nawet mnie przeprosił. Jednak kiedy tydzień później poszliśmy całą grupą na ognisko w góry, po raz kolejny nie uniknęłam wyrzutów z jego strony. Znowu musiałam mu tłumaczyć wszystko a nie czułam się w żadnym stopniu winna czemukolwiek. Każdy ma prawo do własnego życia, znajomych itd. a ograniczanie czegoś dla drugiej osoby jest wręcz niezdrowe i nie prowadzi do niczego dobrego. Ponownie mnie przepraszał i przyznał się pierwszy raz, że tak bardzo mu na mnie zależy, że dostał obsesji na moim punkcie. Mówił też, że się zakochał, że pierwszy raz takie coś czuje. Już wtedy powinna mi się lampka zapalić!!! Taka jestem na siebie zła za to, że byłam taka głupia i ufna. I to od początku znajomości z nim. Cały mój spryt i moja przebiegłość poszła w diabły, jakby mi ktoś dosłownie mózg wymienił. Ale błyskotliwe i obiektywne wnioski oczywiście wyciągnęłam po fakcie, jak już zrobił piekło w moim życiu.</p>
<p style="text-align: justify;">Pewnego dnia pisałam z nim akurat na skypie (nie miał ochoty na kamerkę), gdy wpadli do mnie znajomi bez zapowiedzi i wyciągali mnie z domu. Szybko mu tylko napisałam co i jak i zamknęłam laptopa, żeby oni nie widzieli. Jak wyszłam dostałam smsa: „To koniec naszej znajomości. Żegnaj”. No i jakby ktoś mnie zdzielił w twarz. Napisałam, czy on poważnie mówi czy żartuje, ale nie odpisał. Dla mnie sprawa była więc jasna. To był koniec! Na szczęście nie byłam sama, więc i rozpacz mniej bolała. I wtedy się zaczęło…</p>
<p style="text-align: justify;">Ok. 10:00 następnego dnia 15 połączeń nie odebranych, do tego sms za sms. Że mnie kocha, że nie może sobie poradzić, żebym mu pomogła, że wie, że ma problem. Po chwili że mam 2 minuty, aby odebrać telefon, że żarty się skończyły, że jak z nim nie porozmawiam to popamiętam. Potem znowu jakieś smsy o tym, że cierpi, że jestem wspaniała itd. Przestałam już liczyć połączenia i wiadomości, bo było tego już tyle, że się pogubiłam. W głowie włączył mi się alarm (rychło w czas :/). Nie odpisywałam ani nie odbierałam. Nagle napisał, że zamieścił w Internecie moje „filmiki” o wiadomej treści, które rzekomo nagrywał bez mojej wiedzy. Szczęka mi opadła, a w głowie miałam tylko myśl: „Ty idiotko! „Jak mogłaś o tym nie pomyśleć!!!”. Wtedy, próbując zachować pozory, odpisałam, że nie wierzę w to co napisał. Podał mi wtedy adres jakiejś strony i przytaczał wypowiedzi komentujących. Spanikowałam i świat mi się prawie zawalił, bo uświadomiłam sobie, że facet jest nienormalny i zdolny do wszystkiego. Znajomi mówili, żebym nie reagowała, ale jak miałam nie zareagować na coś takiego?! Myśl, że ktoś właśnie może mnie oglądać w sieci niszczyła mój umysł. Pojechałam szybko do domu, żeby wejść na tą stronę o której pisał. Nie potrafiłam jednak znaleźć tego. On nie przestawał pisać i dzwonić. W pewnym momencie zadzwoniłam do niego i nie byłam już miła. Bardzo stanowczym i podniesionym głosem spytałam, czy go popierdoliło do reszty? Czy zdaje sobie sprawę z tego co zrobił? Potem dodałam coś, że jest psycholem i że powinien się leczyć. Dużo mówiłam, prawie krzyczałam, nie pamiętam już dokładnie co, ale praktycznie nie dopuszczałam go do głosu. Słyszałam tylko jak robi się malutki i pokorny. Okazało się, że nie zamieścił nic w sieci, a napisał tak tylko po to żeby mnie sprowokować do tego żebym do niego zadzwoniła, bo chciał usłyszeć mój głos ostatni raz i błagał mnie, żebym dała mu jeszcze jedną szansę. Nie odpuszczałam i tłumaczyłam mu, że nic z tego nie będzie, że nie wyobrażam sobie nawet być z nim po czymś takim. Wprost i dobitnie starałam się mu uświadomić, że nigdy z nim nie będę i żeby odpuścił. Ja swoje, on swoje. Stwierdził, że i tak będzie walczył, bo nie rozumie, dlaczego nie chce mu dać szansy. Że pierwszy raz kogoś pokochał i bla bla bla. Zakończyłam rozmowę, a on nie przestawał dzwonić. Nie odbierałam. Miałam nadzieję, że sobie odpuści, ale oczywiście nic takiego nie miało miejsc. Nie umiałam blokować numeru w telefonie i w ten sposób odciąć się od niego. Błagał cały czas o jeszcze jedną rozmowę. Po tygodniu zmęczona jego telefonami i wiadomościami zgodziłam się na kolejną rozmowę, ale miał mi obiecać, że po tej rozmowie odpuści. Obiecał a ja zgodziłam się na pisanie na skypie. Pamiętam tylko, że w tej rozmowie wyrzuciłam mu to, że zniszczył mój świat BDSM, że nikomu teraz nie zaufam, ale on dalej swoje. Rozmawialiśmy długo i tłumaczyłam mu bardzo szczegółowo i powoli powody, dla których nie będziemy razem i że powinien się leczyć. Próbowałam go także podejść psychologicznie. Powiedziałam „Kochasz mnie? Zależy Ci na mnie? Zależy Ci na moim szczęściu? To pozwól mi odejść i być szczęśliwą, bo przy Tobie nigdy nie będę”. Ale to oczywiście nie podziałało. Rozpłakał się wtedy i powiedział. że nie potrafi dać mi odejść. Powtórzyłam to jeszcze kilkukrotnie i nie słuchając już więcej jego tłumaczenia zakończyłam rozmowę. Dowiedziałam się tez w końcu, jak zablokować czyjś numer w telefonie i uczyniłam to. Potem próbował dzwonić jeszcze kilka razy, aż w końcu odpuścił. Pewnego dnia dostałam do pracy kosz z 40 różami, czekoladki i liścik z wierszykiem i przeprosinami. Gest cudowny, jednak NIE OD NIEGO!!! Całe życie marzyłam o czymś takim i każdemu innemu wpadłabym w ramiona, ale nie jemu! Biłam się z myślami czy podziękować mu za róże czy nie. Z jednej strony wiedziałam, że nie mogę reagować, bo był psychiczny, z drugiej myślałam sobie, że skoro się wykosztował i tak postarał to nie wypada nie podziękować. Wygrała moja „dobra” strona i to był mój kolejny błąd! Napisałam „Dziękuję za róże, są piękne, ale to niczego nie zmienia”. Wtedy zaczął mnie straszyć, że jeżeli nie usunę konta jakie miałam na bdsm.pl oraz nie odblokuję go w telefonie i na skypie, to zniszczy mi życie. Że będę musiała zmienić pracę, miasto, jak trzeba będzie to zmieni mi twarz. Nie reagowałam, jednak zaczęłam się go bać. Zdawałam sobie sprawę, że mam do czynienia z człowiekiem psychicznie niezrównoważonym, więc zapobiegawczo nie usuwałam żadnych wiadomości. Nagle zaczął zamieszczać mój numer na sex portalach i czatach. Mój telefon był gorący od połączeń i wiadomości dziwnej treści. Oczywiście ich nie odbierałam i nie wiedziałam co się dzieje, ale spytałam jednej osoby, która napisała, o co chodzi? I dowiedziałam się na jakim portalu siedzi. Trzy razy takie coś robił. Za trzecim nie wytrzymałam i weszłam na ten portal i napisałam, że ma usunąć ten numer natychmiast i przestać mnie nękać, bo inaczej sprawę zgłaszam na policję. Odpisał wtedy, że dobrze wie co mu grozi, i że jeżeli zgłoszę sprawę dalej to wtedy i tak pójdzie siedzieć, więc będzie mu już wtedy całkowicie obojętne i posunie się do wszystkiego. Twierdził, że skoro on nie może mnie mieć, to nikt nie będzie mnie miał i takie tam. Zrobiłam zdjęcia całej tej rozmowie, żeby mieć dowody w razie konieczności udania się do organów ścigania. Znowu powiedział, że mam usunąć swoje konto i go odblokować. Powiedziałam mu wtedy, że to co robię to moja sprawa i nic mu do tego, że nie będzie mnie szantażował. Akcje z sex czatem powtórzył jeszcze kilkukrotnie w różnych odstępach. Nie reagowałam aż pewnego razu znajomy pyta się mnie, czy zakładałam nowe konto na bdsm.pl. Odpowiedziałam mu na to, że nie. Okazało się, iż założył konto z moimi zdjęciami, które wziął z fb, gdzie rzekomo oferuję sex za pieniądze. W opisie przyjmuje wszystkich i o każdej porze. Napisałam tylko że ma 1 dzień na usunięcie wszystkiego i że idę na policje. Odpisał wtedy, że usunie pod warunkiem, że ja usunę swój profil. Napisałam do admina kilka razy prośbę o usunięcie tego profilu i poszłam na policję. Nie wzięłam jednak ze sobą zdjęć, które posiadałam. Dowiedziałam się dokładnie, jak to co robi mój prześladowca wygląda w świetle prawa i jakie grożą mu konsekwencje, jednak żeby złożyć oficjalne doniesienie muszę dostarczyć zgromadzone dowody. Policjant zaproponował, że zadzwoni do niego. Nie odebrał, więc nagrał się mu na pocztę. Najpierw nie uwierzył, że to prawdziwy policjant. Potem jak oddzwonił, to powiedzieli mu tylko tyle że ma się ze mną dogadać. Admin ze strony kazał mi przesłać, protokół zgłoszenia na policję, żeby mieć pewność, że konto nie należy do mnie. Protokołu nie miałam, bo nie było zgłoszenia. Czułam się bezradna, nie wiedziałam co robić.</p>
<p style="text-align: justify;">Trwało to dosyć długo i bałam się bardzo, tego co zrobi, zwłaszcza, że znał mój adres. Doszło do tego, że idąc ulicą co chwila się oglądałam, czy nie ma go gdzieś, czy gdzieś się nie czai. Ochhh… byłam głupia i naiwna jak dziecko zaczynając tą znajomość. Wykazałam się kompletną nieodpowiedzialnością. Bo jak można zapraszać do domu kogoś kogo się nie zna? A gdyby zrobił mi krzywdę? Jak można się godzić na robienie różnych rzeczy przez skype? Przecież on mógł wszystko nagrać! Lampka w głowie powinna mi się zapalić już na samym początku. Było wiele czynników wskazujących na to, że powinnam czym prędzej zakończyć znajomość, jednak wszystkie sygnały zignorowałam, jak bym była ślepa i głucha. Jakbym była w jakiejś hipnozie. Do dzisiaj nie mieści mi się w głowie jak mogłam do czegoś takiego dopuścić i nie jestem nawet w stanie wytłumaczyć tego w żaden logiczny sposób&#8230;. Po długich przemyśleniach postanowiłam usunąć konto, tak jak chciał. Nie wiedziałam jaki będzie efekt i dużo ryzykowałam, ale na szczęście udało się. Tak jak mówił on usunął to konto, jakie założył po czym życzył mi miłego życia. I gdy wydawało by się że sprawa została zakończona, że moje piekło się skończyło. Nic bardziej mylnego&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Założył nowe konto na portalu bdsm.pl. Tym razem bez zdjęcia, ale na mój usunięty nick. Czyli jak się można domyśleć, wszyscy zaczęli pisać do niego zamiast do mnie. Podszywał się pode mnie, a że na bdsm.pl widać kiedy ktoś jest online, a jeżeli nie ma to kiedy ostatni raz był zalogowany, więc obserwowałam, co robi. Siedział na moim/swoim koncie non stop z przerwą tylko na pracę. Nie wiem jaki był jego cel? Odstraszyć moich potencjalnych adoratorów? Dowiedzieć się jakichś szczegółów na mój temat czy co? Przesiadywał dzień w dzień podszywając się pode mnie przez kilka miesięcy, a ja widząc to zastanawiałam się jaki będzie jego następny krok? I czy skończę jako jego ofiara, zamknięta i zamordowana gdzieś czy nie? Po takich ludziach można się spodziewać wszystkiego&#8230; W międzyczasie przez te miesiące próbował jeszcze dzwonić. Co tydzień, co dwa, różnie. Jakoś od września zadzwonił tylko raz, a ostatnio na profilu był 3 tygodnie temu. Jest postęp, ale czy to koniec? Czas pokaże&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Mój prześladowca uświadomił mi jak bardzo niebezpieczny jest świat BDSM. Słodki i zabójczy zarazem. Bo jak już pisałam na początku, w tym świecie jest wielu psychopatów, osób niezrównoważonych a nawet socjopatów, którzy tylko czekają na swoje ofiary. Jak ich rozpoznać? Nie da się!!! Można próbować wierzyć intuicji, sprawdzać, testować, wierzyć swoim myślom a nie zapewnieniom mężczyzny, z którym się rozmawia, jednak czy to daje nam gwarancję? Zgodnie z dewizą: „Jakbyś nie była sprytna i przebiegła tak zawsze znajdzie się ktoś sprytniejszy od Ciebie”. W takim razie świat ten można porównać do ruletki. Na szali Twoje życie. Pozostaje zatem pytanie, czy gra jest warta ryzyka? Czy chwila przyjemności warta jest ceny Twojego życia? Postanowiłam zatem odpuścić wszystkie portale i znajomości „w sieci”. Stwierdziłam, że jeżeli kogoś mam poznać, to w realu. Jak się trafi to super, a jak nie, to jakoś sobie poradzę&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Odnośnie mojej sytuacji i przeżyć to można by było zastąpić ją pewnymi myślami, które także towarzyszyły mi w tamtym momencie. Mianowicie wstyd, który mnie dławił, na myśl, że miała bym publicznie przed sądem opowiedzieć o swojej uległości, preferencjach, o wszystkich okolicznościach tej znajomości. Już idąc na policję miałam mieszane uczucia. Kilka razy się zatrzymywałam po drodze. Kilka razy chciałam zawrócić. Myślałam tylko o tym co ja im powiem? Jak ja im to powiem? Wiedziałam jednak, że muszę to zrobić. To było najlepsze wyjście. Postanowiłam zatem podejść do sprawy czysto technicznie. Opisałam sytuację dyplomatycznie omijając aspekt bdsm. Modliłam się tylko, żeby policjant nie zaczął dopytywać o szczegóły, bo chyba zapadłabym się pod ziemię. Kiedy pokazałam mu ten profil z moim zdjęciem odetchnęłam z ulgą po tym jak stwierdził, że nie słyszał nawet o takim portalu. Wiedziałam wtedy, że uniknę niewygodnych pytań. Żeby złożyć oficjalne doniesienie, które wpisali by w protokół, musiałabym donieść wszystkie dowody, które posiadałam, czyli rozmowy (skype, sms, bdsm.pl itd), połączenia, zdjęcia itd. Wróciłam się do domu i doszłam do wniosku, że poczekam jeszcze, że może odpuści? Czułam jak wstyd mnie paraliżuje i zniechęca do działania. Z drugiej strony pomyślałam też o tej dziewczynie, która już proces z nim wygrała. Szkoda mi się jej zrobiło.</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz już wiem, że najgorsze co robią kobiety dotknięte jakąś tragedią ze strony mężczyzny, to milczenie. Samotne cierpienie, które tylko pogłębia wszystkie negatywne emocje związane z przeżyciami. Wydaje mi się, że to co blokuje kobiety przed szukaniem pomocy, to strach przed „byciem ocenianą”. Podczas, kiedy to nie one powinny się wstydzić, tylko ich „oprawcy”. Ktoś kiedyś powiedział mi mądrą rzecz, która utkwiła mi w pamięci: „Milczenie jest największym krzykiem kobiety”. Dotarło do mnie, że w całej tej sytuacji, pomimo że wykazałam się głupotą, naiwnością etc. to nie je się powinnam wstydzić, tylko on. Nie ja się powinnam bać, tylko on! Dlatego nie zamierzam chować głowy w piasek i będę walczyła o to, by jak najwięcej kobiet w takich przypadkach jak mój nie popełniało tych samych błędów co ja i nie musiało przechodzić przez stygmatyzację, jaką sama na siebie nałożyłam.</p>
<p style="text-align: justify;">Drogie kobiety! Mój tekst to forma pokazania wam, że wasze własne myśli, argumenty, zdrowy rozsądek są waszą obroną w tego typu sytuacjach i przed tego typu niezrównoważonymi mężczyznami. Nie bójcie się drastycznych kroków, ostrych reakcji bo jeżeli będziecie miękkie, będziecie wierzyły, że ktoś taki odpuści sam z siebie, że można z nim logicznie rozmawiać i oczekiwać od niego dojrzałości emocjonalnej to skończycie tak jak ja. Opowiedzcie innym o tym co się dzieje i jakie macie problemy, aby te osoby mogły obiektywnie opowiedzieć wam co myślą bez zaangażowania emocjonalnego w daną sytuację, jakie jest waszym dziełem. Nie poddawajcie się szantażowi, naciskom, korzystajcie z praw jakie daje kodeks cywilny i prawny.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>http://madrypan.pl/dominujacy-psychopata/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>33</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
