Granice uległości

Czy uległa powinna mieć jakieś granice w kwestii uległości wobec swojego Pana? Czy powinna wyłączyć analizowanie i samokontrolę w takiej relacji? Czy powinna ślepo zaufać Dominującemu i pozwolić mu się prowadzić? Czy ma wykonywać każde polecenie bez względu na to, jak odbije się to na jej osobie? Najprościej byłoby powiedzieć TAK, bo w końcu tego typu oddanie to jeden z fundamentów relacji klimatycznej. Tyle, że przy nieodpowiedzialnym Panu pozbawionym empatii tego typu brak granic może skończyć się źle zarówno dla psychiki, jak i zdrowia kobiety.

Może mieć także miejsce presja ze strony Dominującego w postaci tekstów: „Jak tego nie zrobisz to nie możesz nazywać się uległą” lub „Masz robić wszystko co każę, inaczej znajdę sobie inną sukę”, która w połączeniu z brakiem wiedzy, autorytetu odczuwanego wobec Pana i poczuciem niższości wynikającym z bycia uległą spowoduje, że kobieta mimo oporów zrobi coś, co będzie dla niej szkodliwe i niewłaściwe.

Kluczem go braku granic dla uległej kobiety jest według mnie odpowiedni Pan. Jeżeli będzie racjonalny, dający poczucie bezpieczeństwa, odpowiedzialny, dojrzale Dominujący, mający empatię na chociaż minimalnym poziomie to będzie dbał o su i o to, by nie musiała robić dla niego nic, co negatywnie odbiłoby się na jej ciele, zdrowiu czy psyche.

Spójrzmy na to w ten sposób: uległa zagryza zęby, płacze, cierpi ale robi coś, co przekracza granice jej, coś co jest niezgodnego z prawem lub paskudnie wpłynie na jej psychikę czy szacunek do samej siebie. Wcześniej czy później może rozstać się z tym mężczyzną i zostaje jej uporanie się ze śladami, zmianami w sobie, z konsekwencjami ogromnego poświęcenia dla kogoś, kogo nie ma już w jej życiu. Czy warto było? Czy da sobie radę z myślą, iż robiła (wg niej) coś nieodpowiedniego dla kogoś, kto teraz ma inną uległą? Czy ślady na jej ciele lub psychice będą pozytywną czy negatywną pamiątką z takiej relacji?

Nie ma jednej prostej odpowiedzi na pytania: czy dawać z siebie więcej niż pozwala instynkt samozachowawczy? Więcej niż może znieść ciało? Więcej niż zdoła udźwignąć psychika? Dla jednej kobiety znakowanie za pomocą tatuażu czy wypalonego znaku będzie pięknym dowodem przynależności i oddania, nawet jeżeli nie będzie już uległą Pana, który ją znakował. Dla innej będzie to niedopuszczalna ingerencja w jej ciało, przed która będą się bronić a Dominujący mimo to będzie na nią nalegał. Dla jednej su coming out ze swoimi preferencjami na polecenie Właściciela wobec ludzi ze swojego otoczenia będzie czymś wyzwalającym i oczyszczającym. Dla innej przyniesie negatywne konsekwencje wśród rodziny czy znajomych nie rozumiejących idei bdsm i emocji z nimi związanych przy porównywaniu ich do ogólnie przyjętych norm, standardów i partnerstwa. Dla jednej nałożenie dużej kontroli na codzienność i ograniczenie samodzielności będzie czymś pożądanym i pasującym do jej potrzeb, dla innej z kolei może być męczące i silnie utrudniające codzienne życie. A są jeszcze przypadki, że po narzuceniu dużego nadzoru ze strony Pana a następnie rozstaniu się z nim kobiety nie potrafią egzystować w samodzielności i w codzienności, w której to one muszą podejmować wszystkie decyzje.

Jak widzicie nie można ani uogólniać tego tematu. Nie ma także jednej dobrej odpowiedzi (która będzie zawsze się sprawdzała) na poruszony w tym poście dylemat. Wiele uległych nie myśli i nie analizuje konsekwencji poleceń, jakie dostaje od swojego Właściciela. Działają instynktownie zawierzając Dominującemu i jego podejściu. Inne próbują chronić siebie, swoje ciało, zdrowie fizyczne i psychiczne, poprzez zastanawianie się nad efektem wykonania rozkazu. W takim przypadku często pojawiają się myśli w stylu „on oczekuje tego ode mnie, jak nie posłucham to będę złą uległą czy też nie godną jego osoby”. Kobieta gryzie się sama ze swoimi chęciami i możliwościami, bije z myślami co robić. Ma świadomość negatywnych konsekwencji dla niej samej, jeżeli wykona polecenie, ale stoją one w sprzeczności z uległą naturą i podporządkowaniem. Co wtedy powinna zrobić? Może wybiec myślami w przyszłość i wyobrazić sobie hipotetyczną sytuację, w której nie będzie już uległa obecnego Właściciela. Jak wtedy będzie wyglądało jej życie czy ciało, jeżeli zgodzi się na to, wobec czego ma wątpliwości? Czy ten mężczyzna jest wart tego, by robić coś wbrew sobie? Czy dam radę udźwignąć efekty wykonania rozkazu pod względem zdrowia czy psyche?

Oczywiście ciężko o racjonalność i hipotetyczne myślenie w silnej i głębokiej relacji, gdzie jest przywiązanie, zaufanie i podporządkowanie. Ciężko dbać o siebie i swoje zdrowie oraz przyszłość, gdy pragnie się całkowicie oddać Panu. Wychodzę z założenia, że uległa musi znaleźć złoty środek między odpowiedzialnością za siebie, swoje ciało i swoją przyszłość a odpowiedzialnością za bycie uległą. Pięknie brzmią słowa „Pan jest najważniejszy”, prawda? „Dla niego zrobię wszystko”. Ale dotyczą one teraźniejszości i sytuacji obecnej. A co będzie z uległą za miesiąc? Za pół roku? Za 3 lata? Czy da radę udźwignąć cenę teraźniejszego podporządkowania i robienia czegoś, na co jej racjonalna strona się nie zgadza? Dlatego też napisałem, że to zależy od Dominującego i jego dojrzałości, od zdrowego rozsądku oraz empatii. Bo to on powinien zdjąć z barków uległej takie myśli i takie obawy, to on przez swoją odpowiedzialność za swoją podopieczną powinien wiedzieć, ile może wymagać od su, by nie musiało się to potem negatywnie odbić na jej osobie. Jeżeli uległa nie ma zaufania do swojego Właściciela w tym zakresie to wg mnie nie powinna zgadzać się na rzeczy, zachowanie czy praktyki, co do których ma silne intuicyjne przeczucie, iż odbiją się bardzo negatywnie na jej osobie.

21 Komentarze

  1. Bardzo dobry temat Panie Mądry!
    Myślę, że w szczególności początkujące uległe, takie jak np. ja, maja z tym ogromny problem.
    Na ile Mu pozwolić? Kiedy powinnam powiedzieć hasło bezpieczeństwa? Czy dam radę? Bo przecież zależy mi i nie chce go zawieść…
    Masz rację, nie ma jednoznaczniej odpowiedzi i tak, w dużej mierze zależy to od Dominującego, który poza chęciom zaspokojenia własnej potrzeby dominacji nad uległa, będzie miał tez na względzie jej potrzeby, to że i ona pragnie z tego mieć przyjemność i satysfakcję.

    Jeszcze do niedawna byłam „bezpańska”, mój pięknie zapowiadający się układ, skończył się po pierwszym spotkaniu( wspomnę tylko, że ten dominujący odezwał się do mnie niedawno i przeprosił za takie zachowanie, wszystko mi wyjaśnił, co niewątpliwie pomogło mi zamknąć ten rozdział i odzyskać wiarę w siebie)
    Poznałam nowego Dominującego. Jednak po ostatnich przejściach podeszłam do tego bardzo ostrożnie. Wiedziałam, że póki co to ja mam wybór, to ja decyduje.
    Obecnie jestem jego uległą a on jest naprawdę dobry. Dużo rozmawiamy o tym, co będzie robił, pokazał mi też to czego używa na sesjach z uległą. Niektóre gadżety mnie lekko przeraziły, ale nie powiedziałam „nie”. On tez fajnie do tego podchodzi, bo mówi, że spróbujemy wszystkiego i znajdziemy to co będzie odpowiednie. Ogólnie mój Pan ma takie podejście, że jego najbardziej satysfakcjonuje zaspokojenie potrzeb uległej, to aby dać jej rozkosz w bdsm. Do niczego mnie nie zmusza, choć są rzeczy, które wg niego być muszą, bo on tego wymaga. Są to rzeczy na które ja albo się godzę, albo się pożegnamy. Taki jego warunek, dobrego układu bdsm. Powiem tylko, że są to sprawy przeze mnie akceptowane, takie na które mogę się zgodzić pozostając nadal w zgodzie ze swoja naturą zarówno kobiety jak i uległej.

    To zawsze jest układ dwóch stron. Nie ważne, że to Dominujący ma większą władzę, przede wszystkim chodzi o to, wg mnie, aby nie zrobić sobie krzywdy zarówno psychicznej jak i fizycznej i nie okaleczyć drugie osoby… Co to za przyjemność dla uległej, gdy przypłaca własnym zdrowiem zachciankę swego Pana? Trzeba czasem sobie zadać pytanie: czy warto? Czy takie poświecenie własnego ciała przysporzy mi więcej radości czy bólu?

  2. Dobry Pan, musi przede wszystkim poznać swoją uległą. Jaka jest, czego pragnie, o czym fantazjuje. Nawet jeśli uległa mówi o swoich granicach, to on ma obowiązek to zweryfikować. To jest odpowiedzialność. Pełno jest pseudodominów i innych potłuczonych masterków,co to uważają, że skoro uległa to mogą wszystko. I tacy robią traumy w psychice. Dobry Pan, nawet gdy oddali kiedyś swoją niewolnicę, na zawsze pozostanie u niej w dobrej pamięci….

  3. Dziś czytałam Twój wpis MP, jak kiedyś. Z uśmiechem, że kolejna zbłąkana duszyczka, przeczyta i zobaczy, że w relacji, też może być normalnie 😀
    Dziękuję za tak dobry tekst

  4. Kolejny wpis, który pozwala lepiej poznać ten świat. MP dziękuję, bo Twoje wpisy (jak również wypowiedzi i podpowiedzi) poprzez swoje wyważenie dają punkty odniesienia.Dla początkującej, to bardzo wartościowe. A bardzo ciężko ten balans znaleźć, zwłaszcza gdy na początku tak naprawdę dopiero również dookreslamy siebie. Poziomy przyzwolenia czy granic musimy najpierw określi w sobie. … tyle ze to nie łatwe, zwłaszcza w pierwszych relacjach gdy „młode” ulegle zasadniczo teoretyzuja. Myślę, że dzięki Twoim wpisom zdecydowanie lepiej zaczęłam niż mogłam zacząć. Choć błędy będziemy popełniać, to dzięki Twoim wpisom może będą mniej bolesne lub mniej ryzykowne. A przesunąć własne granice, świadomie i dojrzałe zawsze będzie czas. 🙂 Dziękuję zatem MP.

  5. A ja tylko jako puente chciałabym dodać jedno:
    W pierwszej kolejności jesteś człowiekiem, kobietą a dopiero potem uległą. I to jest według mnie zdrowy układ priorytetów. Bardzo łatwo się zatracić w klimacie. Oddać więcej niż by się chciało. Dlatego zanim się popłynie trzeba pomyśleć dwa a nawet trzy razy a określenie granic jest dobre i potrzebne dla nas samych, naszego bezpieczeństwa. Ale również dla dominującego i samej relacji. Żeby nie było nieporozumień, sytuacji niebezpiecznych itp…

  6. Odbiegając od tematu wpisu… jak w Twoim przypadku wygląda element dominacji w życiu codziennym? Bardzo mnie to zastanawia, uwzględniając Twoje, można powiedzieć wyjątkowe, podejście.

  7. Dziękuję za całego bloga, który niesamowicie wciągnął mnie w klimat! To dzięki niemu uświadomiłam sobie, ze tego właśnie mi w życiu brakowało. A po przeczytaniu prawie od deski do deski, uzbrojona niczym w oręż wyruszyłam na poszukiwania. Łatwo nie było. No ale znalazłam 🙂 wciąż budujemy prawdziwą, głęboka więź. Wiem ze to wciąż przed nami. Ale nigdy w waniliowych związkach, nie spotkałam kogoś kto tak bacznie mnoe obserwuje (zawsze trafia idealnie w okolice granic mojego bólu, nigdy nie przekraczając), dla kogo moje orgazmy i całe moje ciało są tak ważne i wreszcie tak dokładnie chce mnie poznać. Tego szukałam i to mam:) dziękuję Mądry Panie!

  8. Dobry wpis. Racja nie ma jeden zasady co granic, każdy z Nas jest inny,możliwe że swoje też wcześniej przeszedł co powoduje ograniczenie i wątpliwości w kolejnych relacjach. Podstawa tutaj jest podejście D do swojej su. Komunikacja- bez tego nie ma rozwoju. Rozmowy pozwalają Nam poznać się jak najlepiej. Rozsądny Pan da swojej su poczucie bezpieczeństwa, zaufanie a to jest sedno sprawy gdzie su jest pewna iż nie stanie sie jej krzywda. Wtedy ta granica uległości jest bezgraniczna wobec swojego Pana

  9. Dziękuję za ten i inne wpisy…Odkrywanie swojej seksualności tak innej niż „standardowo” przyjęte jest trudne…zwłaszcza że u mnie jest jeszcze trudniej bo szukam Pana w kobiecym wydaniu.

  10. Granice uległości, a cóż to? Mnie brak granic nauczył szacunku do siebie, ale nie dlatego,że je nabyłam, tylko, bo się ich pozbyłam, a dokładnie myślenia kategoriami od- do, i dziś nie interesuje mnie uległość jako taka, tylko realna poważna służba. I świata emocjonalno-uczuciowego się pozbyłam, jakie to piękne, być istotą racjonalną.

  11. Naprawde pozbylas sie swiata uczuciowego? Nie da sie tego pozbyc, mozna jedynie je zagluszyc albo oszukac sama siebie, gdy nie ma sie wyboru. Jestes kobieta, istota szczegolnie uczuciowa wiec nie wierze. Ale pewnie latwiej przyjac ci taka narracje w sytuacji w ktorej obecnie jestes. A sytuacja ta nie jest do konca wymarzona, stad taka deklaracja… Tak dedukuje. Jaki normalny domin chcialby miec bezuczuciowa ulegla? Tylko socjopata traktujacy ulegla chlodno i beznamietnie, nie watpie jednak ze jest takich sporo.

  12. Oj, Martin, ja wiem, że cała ta sztuka dominacji, to jest gra na emocjach. Mnie nie o samą dominację chodzi i żadna ze mnie suka, temat jest dla mnie racjonalny od początku i taki zostanie, bo tak jak zauważyłeś, żaden normalny domin się mną nie zainteresuje, ponieważ większość normalnych dominow chce chętniej i uczuciowej suczki, natomiast moja droga jest całkiem inna, ponieważ jestem osobą aseksualną i w związku z tym tworze całkiem inne relacje. Próbowałam wiele razy myśleć po waszemu, ale musialabym sobie nałożyć klisze żeby odtwarzać ten film. A socjopaci muszę powiedzieć mają w większości szczęśliwe rodziny i dzieci, prowadząc życie na uboczu. Nazywaj to jak chcesz, jednak taki jest real.

  13. Co do tej całej projekcji uczciwości, która nie z mojego źródła pochodzi a jest tylko odbiciem cudzych oczekiwań, czego się z wielką ulgą wyzbywam, bo to jest jak ciężka walizka, którą lepiej zostawić w podróży. To właśnie domini powinni być otwarci i wrażliwi na różnorodność, zamiast tworzyć wokół swych „odległych” mydlanej pseudoochronnej bańki, ograniczajacej rozwój i autentyzm.

  14. Ja nie pilem do ciebie bezposrednio, raczej bylem ciekawy tego o czym napisalas i nie dowierzalem ze moglas po prostu te uczucia schowac i przytlumic. Nie twierdze ze nikt normalny cie nie zechce bo przeciez cie nie znam jaka jestes naprawde, nie pisalem personalnie. Jedynie rozwazalem teoretycznie, ze chyba kazdy potrzebuje uczucia i z 2 strony. A jesli nie potrzebuje, zadowala sie jedynie realizowaniem swoich roznych oczekiwan, albo i tu wloze kij w mrowisko np umawia sie z ulegla na tgzw sesje to jest socjopata i tylko dla kogos takiego osoba ktora ma przytlumione uczucia jet idealna.

  15. Rozumiem Twój tok myślenia, bo większość relacji bazuje na chemii, ale u mnie tego nie ma z natury, i pełnej świadomości przekroczeniem tej granicy jest dla mnie to, że widzę różnicę między tym, kim jestem w rzeczywistości, a tym np. w temacie bdsm, jakie są oczekiwana innych, lub próby tworzenia, wpływania, wychowywania.Jednak dopiero po przekroczeniu progu emocji zaczyna się bynajmniemj dla mnie bdsm, nie istnieje nic pośrodku, wszystko poza granicami. I wszystkie praktyki są również bardzo racjonalne, może z tego powodu mam trochę zadatkow na tzw. profesjonalizm w klimacie, to wynika jednak z mojego aseksualizmu. Jest jeszcze druga strona medalu bardziej ekstremalna, i tutaj jest to jednak sm w średniowiecznym stylu, czyli króluje asceza, jako styl życia. Taki klimat preferuję w obie strony. I nie jest to tak, że oddzielam np. ja na sesji i ja po, bo nie jestem suka, tylko mam to w pełni zintegrowane. Tak, wielu panów próbuje to poznać, jednak ich emocje biorą górę i się wyłamują-brak kontroli. W mojej definicji klasycznego sm, bd samokontrola oparta na samoświadomości to podstawa tu nie ma miejsca na dominację i uległość, tylko jest kompatybilność reguł i ich wcielania. Nie uważam nikogo, z kim miałam do czynienia za socjopate, jednak to wpływy społeczne tworzą z ludzi socjopatow, ponieważ próbują oni czemuś sprostać, z czym się nie identyfikują, ale myślę, że ta terminologia nie jest konieczna, socjopaci to ludzie władzy, którzy bawią się marionetkami.

  16. Granice uległości. Oczywiście że są. Tak samo jak granice w każdej innej relacji seksualnej. Granice się przekracza. I, wierzcie mi, że przekracza się te które jeszcze jakiś czas temu wydawały się nieprzekraczalne. Oczywiście tu największą odpowiedzialność bierze na siebie Pan. I nie ma innej możliwości żeby taki układ pozostał zdrowy. Pan wbrew pozorom ma wielkie obowiązki wobec swojej Uległej, a przekraczanie granic nie odbywa się codziennie. To skomplikowana relacja która stale dojrzewa. W naszym przypadku dotarcie do poziomu „ultimate” zajęło kilka lat, a jeszcze nie przekroczyliśmy wszystkich granic. To ciągłe odkrywanie siebie i swojego ciała na nowo. Zarówno po stronie Pana jak i Uległej.

  17. Każda relacja ma swoje własne ustalenia. Tak jak napisał MP su poświęci się dla Pana, zrobi coś wbrew sobie…
    Pan odejdzie, bądź relacja się wypali, a smutek, żal pozostanie.
    Do wszystkiego trzeba dojść samemu, jednak nikt nie przemówi do rozumu …
    Drogie uległe, nie róbmy nic na już , zastanówmy się czy to jest dla nas do zaakceptowania:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.